3Powrót (Pracownia Antyfaceta)
Dobre buty – aspekty techniczne (3a)
Taaakie buty: historia w ujęciu syntetycznym (1)
Taaakie buty: historia wg butów w okruchach (2)
1. Dobre kupowanie – przygotowanie psychiczne
Kupowanie kulturowo zabronionych butów przez osoby męskoorganowe dla siebie może wiązać się z dreszczykiem emocji, jeśli pozwoliły się głupio zaprogramować na odczuwanie zakłopotania albo wstydu z tego tytułu. A właśnie kupowanie towaru, który powinien być dobrze dopasowany i sprawdzony, albowiem jego wadliwość może kosztować nas fizyczny dyskomfort, powinno przebiegać w atmosferze wyluzowania i przy uwadze skoncentrowanej na merytorycznej stronie sprawy. Jeśli bowiem bardziej będziemy się martwić, co pomyśli sprzedawczyni albo czy wśród otaczających nas klientów trafimy na kogoś znajomego, najprawdopodobniej nawet nie przymierzymy interesującego nas obuwia, nie stwierdzimy jego widocznych wad i niedokładności montażowych, a na dodatek po ich ewentualnym odkryciu w domu, brak będzie nam odwagi, by ponownie do sklepu przyjść i dochodzić swego, zwłaszcza, że być może trzeba będzie udowadniać wady wyczuwalne w trakcie eksploatacji butów, czyli nie unikniemy przyznania się, że doznania użytkownika są nam znane z autopsji.
Dlatego na wstępie sugeruję dokonać w sobie przełomu „odważnościowego”, czyli zdobyć się na odwagę, by jednak kupować taaakie buty bez głupiego i poniżającego kamuflażu. W ten sposób będzie nam dane chodzić po kulturowo zabronionych obszarach sklepowych z podniesioną głową i na dodatek, jako klient i człowiek I kategorii, swobodnie przeglądający towar, przymierzający, zdolny, by zwracać się do pracowników sklepu z zapytaniami i prośbami o odszukanie określonego modelu, rozmiaru, zestawu egzemplarzy. Czy jest się czego obawiać? W późnych latach 90. pewna sprzedawczyni z nieistniejącego już (!) stoiska obuwniczego w Hali Targowej w Tarnowskich Górach, przebiegła z 15 metrów, do chwilowo opuszczonego przez siebie stanowiska pracy, by okrzykiem „ale to są daaamskie!” przywołać mnie „do porządku”. Próbowałem bowiem ukradkiem przymierzyć czółenkowate, lecz płaskoobcasowe buty o prostokątnych noskach, ale z bocznymi otworami wentylacyjnymi, czyli szalenie „damską” cechą konstrukcyjną. Gdy ta antysprzedawczyni popsuła całe me dyskretne podchody, oczywiście odskoczyłem jak oparzony i nigdy już tam nie podszedłem. Kto na tym stracił? Mam wrażenie, że obecnie pracownicy zwłaszcza dużych, sieciowych sklepów obuwniczych, najczęściej osoby żeńskoorganowe, są już przez swoich pracodawców pouczani o potrzebie neutralnego zachowania się także wobec kulturowo nietypowych nabywców. Myślę też, że zwykły kapitalizm promuje postawę zachęcającą wobec klienta, bo to oznacza sprzedaż, czyli to, o co w tym ustroju chodzi. Dlatego zakłopotanie wobec pracownic sklepów obuwniczych należy w sobie zwalczyć, a w zamian zachowywać się asertywnie i domagać się fachowej obsługi. W ten sposób zaoszczędzimy na chybionych zakupach lub zgłaszaniu reklamacji odnośnie późno wykrytych wad. Problemem mogą być sklepy w małych miastach, wsiach i stoiska na placach targowych – tam istotnie atmosfera może być durnowata, małomiasteczkowa, a nietypowy klient może stać się pośmiewiskiem tygodnia i na dodatek bohaterem plotek, które w końcu uderzą w niego samego. Na to rady nie mam, no może poza taką: unikajmy mieszkania w małych miasteczkach – ich malowniczość ogranicza się do widokówek...
2. Dobre kupowanie – przygotowanie techniczne
Gdy już potrafimy poradzić sobie z kulturowym stresem w zakupach obuwniczych, można zacząć zwracać uwagę na cechy techniczne towaru. Zakup to chwila, a w butach ma nam być dobrze nawet całymi dniami. Sugeruję następującą listę parametrów do sprawdzenia przed udaniem się z koszykiem do kasy:
Dokładność
montażu – długość. Po pierwsze należy przyłożyć podeszwami
egzemplarz lewy do prawego i porównać je na długość –
oczywiście powinna być identyczna. W przypadku butów na
obcasach może być dodatkowa trudność z pewnymi zagięciami podeszwy z
przodu – wtedy należy w rękach naprężyć je do wyprostowania i
wtedy ocenić równość. Zestawienie szpilkowych obcasów
w rękach do sprawdzenia równej długości butów może być
trudne, ale jest na to sposób: trzeba palcami jednej ręki
chwycić przystawione do siebie fleki, a drugą rękę zachować do
przyłożenia i ewentualnego rozprostowującego dociśnięcia podeszw pod
noskami.
Buty
typu czółenka muszą trzymać się na nodze samodzielnie, i
bardzo denerwujące jest, gdy ten mechanizm nie działa, albo jeden z
butów danej pary zachowuje się inaczej. Ewentualna korekta
polega na wmontowaniu dodatkowej okładziny wyrównującej
docisk, ale moim zdaniem jako estety doznań od wysoko wyrafinowanych
produktów obuwniczych, posiadanie w jednym bucie dodatkowych
elementów wypełniających psuje efekt – najczęściej
wypełnienia takie mają inną fakturę, co przy noszeniu butów
na bosą nogę lub w cienkich pończochach się wyczuwa. Tak więc należy
w sklepie założyć równocześnie oba buty danego zestawu i
zrobić w nich parę kroków, by ocenić, czy oba egzemplarze
jednakowo ciasno i stabilnie trzymają się pięty. Oczywiście 100%
pewności nie uzyskamy nigdy – dopiero po rozchodzeniu poznamy
docelowe parametry butów, jednak pewne niedokładności da się
wykryć już w sklepie. Pomocniczym kryterium w ocenie dobrego
trzymania się buta jest spojrzenie na krzywiznę części piętowej i
sposób jej umocowania w stosunku do kielicha* obcasa. Da się
bowiem zauważyć pewne przesunięcia oraz brak poprawnego
wyprofilowania, które powinno mieć kształt krzywizny
obejmującej całą piętę. Jeśli jeden lub oba buty mają fragment bez
krzywizny, możemy spodziewać się, że noga będzie się w nich ślizgać
albo nawet but będzie spadać. Dlatego warto pooglądać kilka zestawów
tego samego buta i złożyć z nich optymalną parę, z którą bez
obaw udamy się do kasy.

Na rysunku kształt cholewki A daje się opisać na krzywej i najprawdopodobniej będzie poprawny, natomiast kształty B i C, z fragmentami liniowymi, źle rokują na stabilne trzymanie się buta w trakcie użytkowania. Co więcej, odnosi się to nie tylko do wsuwanych czółenek, ale także do wiązanych półbutów lub czółenek z paskami przeprowadzonymi przez śródstopie – w każdym przypadku niestabilność denerwuje użytkownika i powoduje niszczące tarcia dla wyrobów pończoszniczych.

Inną wadą cholewki są wszelkie przesunięcia w stosunku do kielicha obcasa. Oba buty powinny być zmontowane identycznie pod każdym względem, w szczególności jednak nie powinno być zauważalnych przesunięć względem charakterystycznych punktów konstrukcji wpływających na ich stabilność w trakcie użytkowania, a położenie krawędzi kielichów obcasów przekłada się właśnie na ten parametr. Przesunięcia w przód/tył mogą być wykrywalne już przy mierzeniu równej długości, jednakże dopiero podczas próby obciążeniowej objawiają się w pełni poczuciem uciekania obcasa do tyłu lub do przodu. Równie dobrze jednak (w przypadku butów typu palce-pięta) mogą po prostu dawać niepożądany luz albo ucisk. Na powyższym rysunku pod literą A pokazuję poprawny montaż nadbudowy buta do obcasa, który powinien na drugim egzemplarzu buta prezentować się identycznie. Jeśli jednak widzimy sytuację przedstawioną pod literą B, gdzie obcas jest cofnięty, albo pod literą C – zanadto wysunięty do przodu, znaczy to, że stwierdziliśmy istotną wadę. Wadliwy but będzie prawdopodobnie źródłem dyskomfortu w postaci uciekania obcasa w przód lub w tył i związanego z tym efektu skrobania i sprężynowania obcasa o podłoże przy stawianiu kroków, choć nierozchodzony but o pierwotnej sztywności podeszwy może w sklepie nie jeszcze nie ujawniać tych mechanizmów swej wadliwości. Patrz rysunek poniżej:

Sytuacja A pokazuje stan neutralny i pożądany: wektor skierowany w dół z umownego środka ciężkości pięty natrafia na współosiowy, lecz przeciwnie skierowany, wektor w górę pochodzący od obcasa opartego o podłoże, wskutek czego siły się znoszą. Sytuacja B to przesunięcie obcasa w tył, wskutek czego wektor w górę mija się z wektorem środka ciężkości pięty i generuje ramię siły skrętnej atakującej podeszwę od tyłu. Sytuacja C to także przesunięcie wektora pionowego od opartego o grunt obcasa względem środka ciężkości pięty, tyle że ku przodowi buta, co generuje ramię siły skrętnej kielicha obcasa na podeszwie z przodu pięty (i też nieźle denerwuje użytkownika!).
Z kolei przesunięcia w prawo/lewo będą prowadzić do niewłaściwego rozkładu masy i wcześniejszego zużycia fleków z nadmiernie obciążonej strony, lecz przede wszystkim także będą źródłem dyskomfortu dla użytkownika, który nie będzie się czuł stabilnie, będąc zmuszonym do naprężania mięśni i ścięgien dla pokonania sił ściągających nogę w bok. W razie zapomnienia o tej konieczności, użytkownik dozna gwałtownej utraty równowagi i może skręcić sobie kostkę! Rysunek poniżej ukazuje to w oczywisty sposób.

Jeśli
buty składają się z pasków, to koniecznie trzeba ocenić, czy
na każdym z butów są one przymocowane w odpowiednich
miejscach. Można to uczynić przy okazji badania równej
długości: wtedy patrzymy także, czy pod względem mocowania pasków
buty są swoim symetrycznym odbiciem oraz po założeniu obu
egzemplarzy na nogę: wtedy oceniamy, czy któreś z pasków
nie są zbyt luźne i nie odstają od powierzchni stopy; mając jednak w
świadomości ewentualne nieregularności własnych stóp! Nie
zawsze wszystkiemu winien jest producent (butów)! Trzeba
pamiętać, że wraz z rozchodzeniem butów paski utrzymujące
stopę we właściwej pozycji też rozluźnią się, i w razie
niejednakowej tęgości/docisku przy zakupie, dysproporcje będą się
utrzymywać albo pogłębiać, ergo, jeden z butów może stać się
zbyt luźny, stopa może zacząć wyjeżdżać zeń palcami na drogę, a my
zmuszeni będziemy do naprawy korekcyjnej. Bardzo często jeden z
butów danej pary jest już trochę rozciągnięty przez
wcześniejszych klientów przymierzających akurat ten jeden
egzemplarz. Jeśli różnica nie jest znaczna, możemy spodziewać
się, że sami doprowadzimy do wyrównania rozciągnięcia
drugiego buta w eksploatacji.
Identyczność
koloru buta prawego i lewego nie jest bynajmniej gwarantowana –
jeden egzemplarz buta może być wystawiany przez sprzedawcę przez
długi czas i utleniać się pod wpływem oświetlenia w sklepie, albo
jeszcze intensywniej, pod wpływem światła słonecznego w oknie
wystawowym. Niejednakowość koloru egzemplarzy butów tej samej
pary jest dobrą podstawą do negocjowania rabatu, a defekt ten trzeba
usunąć we własnym zakresie (zakładam bowiem, że kupując buty
„damskie” zwracamy też uwagę na estetykę – jeden z
ich istotnych walorów użytkowych). Wyrównywanie koloru
jest procesem długotrwałym (opiszę to w tekście o naprawach i
obsłudze technicznej butów), więc przez pewien czas buty z
taką wadą są wyłączone z użytku.
Warto
też mieć świadomość odnośnie nieusuwalnych cech użytkowych
wynikających z rozwiązań konstrukcyjnych butów, które
zamierzamy nabyć. Przykładowo buty typu czółenko z otwartym
śródstopiem i oddzielnymi segmentami na osłonę pięty oraz
palców mogą po rozchodzeniu źle trzymać się nogi, zwłaszcza,
gdy użytkownik ubrany będzie w pończochy o gładkiej fakturze. Inny
problem stanowią buty o bardzo szpiczastych noskach – podeszwa
na tych szpicach będzie się zużywać bardzo intensywnie, a nawet jej
kanty będą się odłamywać, zwłaszcza podczas chodzenia po podłodze
lub chodniku wyłożonych płytkami o rozmiarze w przybliżeniu
pokrywającym się z długością typowego dla nas kroku. Buty o
minimalistycznych paskach trzymających śródstopie przy
wysokim obcasie będą intensywnie rozluźniać trzymanie nogi, a w
razie potknięcia się jednym butem, z dużym prawdopodobieństwem pasek
oporowy na tym bucie się rozciągnie i będzie denerwować użytkownika,
domagając się naprawy. Stąd praktyczne jest poszukiwanie modeli, w
których paski oporowe są zrobione z dwóch segmentów
łączonych w środku jakimś elementem ozdobnym – w razie
drastycznej zmiany parametrów łatwo jest wtedy usunąć element
ozdobny i zrobić estetyczny łącznik własny, pozwalający na
progresywne ustalanie nowych wymiarów naprawczych w miarę
rozciągania się pasków.
3. Dobre użytkowanie
Chodząc w butach na obcasie musimy pamiętać, że stanowią one znacznie bardziej technologicznie wyrafinowany produkt niż „męskie” płaskówy, dlatego musimy przyjąć odpowiedni styl życia i poruszania się: bez biegania, gwałtownych podskoków, przemieszczania się po wertepach i zbytnio nachylonym terenie – w góry, na zawody sportowe, do prac fizycznych zakładamy masywne płaskówy, obuwie sportowe, a jeśli już obcasowe, to na obcasach o większej powierzchni stycznej z gruntem.
Buty na obcasie, a szczególnie czółenka, muszą precyzyjnie leżeć na nodze, zatem muszą być dość ściśle dopasowane, a co za tym idzie, dobrze rozchodzone. Wyjście w świeżo kupionych butach to doskonały przepis na katastrofę – już po półgodzinie pobytu w nierozchodzonych, twardych butach można mieć ich absolutnie dość, choć te same buty po stopniowo wykonanej względem nich pracy mogą okazać się wspaniałe. Stąd użytkownik nie powinien zrażać się pierwszym wrażeniem po dłuższym użyciu nowego buta, gdyż zwykle jest ono fałszywe. Skądinąd, jeśli użytkownikiem jest tzw. mężczyzna, to czyż brak wytrwałości przystoi mężczyźnie? Również pamiętać należy, że chodzenie w butach na obcasie w ogóle jest sztuką, której uczyć się muszą wszyscy jej adepci, włącznie z tzw. kobietami, czyli osobami żeńskimi. W ich przypadku wszakże nauka zaczyna się dość wcześnie i dokonuje się w atmosferze społecznej aprobaty (matki wprowadzające córcie w tajniki „kobiecości”). Jakkolwiek mówi się o szkodliwości butów na obcasie dla młodych dziewcząt, których stopy jeszcze rosną, jacyś producenci dostarczają takie buty na rynek: na podwórku mojego dawnego miejsca zamieszkania trafiłem na żeńskie dzieci w wieku od może 6 do 8 lat, które na swych jeszcze dość patykowatych nogach miały dopasowane do ich rozmiarku buty na ok. 5-6 cm obcasie, bardzo podobne do tych, które sam w tamtym momencie miałem na sobie. I ewidentnie nie były to buty podkradzione mamie! A ich młodociane użytkowniczki walczyły niezgrabnie o każdy krok, nawet z trudem utrzymując równowagę na boki i zamierzony kierunek ruchu, i patrzyły z zazdrością na mnie, który w ich obecności i w podobnym obuwiu wynosiłem z piwnicy nielekkie elementy dawnych mebli. W odróżnieniu ode mnie, one będą miały czas i życzliwe nastawienie otoczenia, by wyrobić w sobie wszystkie potrzebne parametry kośćca i odpowiednią choreografię do chodzenia w takich butach, a jeśli zrażą się do znacznej wysokości obcasów, ćwiczyć będą mogły na co dzień w pantoflach na średniej wysokości. Młode osoby żeńskie są wszakże bardziej z tego powodu zagrożone deformacjami stopy z powodu noszenia butów na obcasie – najlepiej zaczynać jako względnie dojrzały mężczyzna!
Chodząc w butach na obcasie musimy również pamiętać o ograniczonej powierzchni obcasa i unikać stawiania nogi lub obciążania obcasa na nawierzchniach, które mogą obcas przychwycić i uszkodzić (urwać flek, zarysować powierzchnię boczną, złamać/oderwać cały obcas). Lżejszych uszkodzeń tego typu nie da się całkowicie wyeliminować, ale jeśli użytkownik rozsądnie tego ryzyka unika, buty zużywają się stopniowo i mogą służyć bardzo długo (choć stan nienaganny niestety mija szybko). W pewnym zakresie uszkodzenia mechaniczne tego typu dają się usuwać lub maskować – napiszę o tym w dziale o naprawach i korektach.
Użytkownik powinien regularnie sprawdzać stan techniczny fleków, czyli okładzin ciernych na obcasach. Im mniejsza powierzchnia obcasa, tym większa koncentracja masy na niej i intensywniejsze tarcie, zatem wymiana fleków jest stałym elementem używania butów na obcasie. Zaniedbanie kontroli i regularnych napraw w tym zakresie prowadzi do ścierania rdzenia i osłony obcasa, czyli części absolutnie nieprzeznaczonych do zużywania w trakcie ruchu butów. W efekcie buty nieodwracalnie zmieniają parametry użytkowe i wady te są już niemożliwe do usunięcia. Często użytkownik odkrywa znaczne zużycie fleków tuż przed wyjściem z domu, stąd warto mieć większy arsenał butów o zbliżonym wyglądzie i parametrach, żeby w nagłym przypadku mieć w czym wyjść.
Buty „damskie” są robione w intensywnych kolorach i z różnych materiałów o nierzadko ciekawej fakturze. Stąd warto mieć wiele butów w różnych kolorach, gdyż ich funkcją jest również estetyczna gra z resztą ubioru. Trzeba też wyrobić w sobie nawyk czyszczenia butów!
Zachęcam do porzucenia przesądów i lęków związanych z butami na szpilce: im wyższy obcas chcemy nosić, tym bardziej szpilki stabilniejsze są od analogicznych butów o szerokiej podstawie. Spójrzmy na poniższą ilustrację uczynioną z punktu widzenia fizyka-intuicjonisty.

Rysunek przedstawia widok butów na obcasie trzech rodzajów: wysokiej szpilce, równie wysokim obcasie „klocowatym”, czyli o szerokiej podstawie, i stosunkowo niskim obcasie także typu „klocowatego”. Wszystkie są skonfrontowane z asymetryczną nierównością podłoża, atakującą w każdym przypadku modelowej sytuacji lewą krawędź podstawy obcasów. Wyróżniłem następujące parametry: RH (ramię wysokości z symbolem dla każdego obcasa A, B, i C) oraz RW (ramię szerokości, również z symbolem dla każdego z obcasów). Zauważmy, że w wysokiej szpilce RW jest znikomego wymiaru w porównaniu z RH. Z kolei przy szerokiej podstawie „klocowatego” obcasa o znacznej wysokości wymiar RW jest już porównywalny z wysokością obcasa RH, lecz ta ostatnia wciąż przeważa. W końcu w sytuacji C mamy układ, gdzie wymiary te są niemal sobie równe, czyli można opisać koło na krawędziach obcasa i umownym środku ciężkości pięty. Uznałem, że w zależności od ramienia szerokości siła oddziałująca na umowny środek ciężkości pięty wzrasta proporcjonalnie do tego wymiaru, a zmniejsza się w zależności od długości ramienia wysokości: ludzie biegli w fizyce mogą zaproponować odpowiednie wzory opisujące zachodzący tu efekt dźwigni. Jeśli przyłożymy połowę ramienia szerokości, „promień” do środka ciężkości i przeprowadzimy linię łączącą go z krawędzią obcasa, gdzie oparła się wystająca nierówność gruntu, pomiędzy pionem a tą linią zostanie utworzony kąt: w przypadku szpilki o wąskiej podstawie jest on bliski pionu (kąt alfa), w przypadku wysokiego „klocowatego” obcasa jest większy (kąt beta), lecz wciąż stosunkowo bliski pionu, a w przypadku niskiego obcasa „klocowatego” kąt ten odbiega od pionu najbardziej (kąt gamma) i dąży do poziomu (znów fizycy mogą zaproponować matematyczną podstawę tego mechanizmu). Moim zdaniem świadczy to o sile skrętnej oddziałującej na umowny środek ciężkości w pięcie: w wysokiej szpilce jest najmniejsza, a największa przy niskim obcasie o szerokiej podstawie, zaś przy szerokim obcasie wysokim przyjmuje wartość średnią. Moje doświadczenie jako użytkownika wszystkich tych typów butów w pełni potwierdzają wnioski z tej analizy: najbliższy skręcenia kostki byłem w średnioobcasowych butach na szerokiej podstawie, przy czym silny wektor wybijający kostkę w bok pojawiał się nawet na styku tylko odrobinkę nierównych płyt chodnikowych. Znacznie lepiej jest na wyższym obcasie o szerokiej podstawie, gdzie siły generowane przez asymetryczne nierówności podłoża są osłabione długością ramienia obcasa w pionie. Z takim obcasem dość dobrze sobie radzę na drobnej kostce brukowej, którą wciąż wyłożone są liczne powierzchnie dla pieszych we Wrocławiu. Jednak największą stabilność uzyskuję na dość wysokiej szpilce, gdzie zachodzi zarówno łagodzący efekt dźwigni wysokości obcasa wraz z wąską powierzchnią styczną z gruntem, dzięki czemu ramię siły skrętnej wygenerowanej u podstawy obcasa jest znikome, więc i siła bliska zerowej wartości. Przy wstąpieniu w szpilkach na asymetryczną nierówność podłoża większe jest prawdopodobieństwo zsunięcia się obcasa lub nawet jego gwałtownego i nieco dezorientującego zeskoku z tej nierówności aniżeli skręcenia nogi. Ludzie twierdzący, że na szpilkach łatwo sobie skręcić nogę nie wiedzą, o czym mówią – najczęściej nigdy nie mieli takiego obuwia na sobie, albo nie przyłożyli się do nauki chodzenia w nim. W istocie, dobrze wykonane buty ze szpilkowym obcasem doskonale nadają się do chodzenia, także szybkim krokiem, a nawet do tańczenia i podskakiwania, z tym że ten typ użytkowania wpływa na szybsze zużycie takich butów. No i do tego NIE trzeba być tancerką! Wystarczy być sobą!
--------------
*moje, chyba obrazowe pojęcie dotyczące płaszczyzny stycznej piętowej części podeszwy z obcasem