METAFORY I PORÓWNANIA UŻYTKOWE
Dział zawierający obrazowe ujęcia rzeczywistości seksistowskiej i walki z nią
TRAMWAJ A SAMOCHÓD. Tak można zwizualizować sposób traktowania przez obecną kulturę Zachodu kast płciowych mężczyzn i kobiet. Mężczyźni są ciasno trzymani w ryzach jak tramwaj (lub inny pojazd szynowy) na swoim torze – niczego im nie wolno przejmować z rzeczy przewidzianych dla drugiej kasty płciowej; mogą oni „jechać” tylko tam, gdzie są dla nich położone tory, a skręcać (czyli dokonywać wyboru drogi) tylko tam, gdzie są zainstalowane zwrotnice. Kobiety natomiast to „samochody” – pojazdy zdolne do dowolnego wybierania kierunku, z możliwością jazdy po torach tramwajowych jak i opuszczenia ich, gdy stają się niedogodne. Zauważmy też, że mężczyzna próbujący prowadzić się jak „samochód” od razu uznawany jest za „wykolejeńca”! Wyższy stopień tej metafory to „pociąg” vs. „motocykl”: podczas gdy motorniczy tramwaju sam ustawia sobie skręt na zwrotnicy, trasę pociągu determinują z zewnątrz pracownicy nastawni, czyli odpowiada to modelowi stosunków społecznych jeszcze bardziej rygorystycznych wobec mężczyzn niż stan obecny – mniej więcej wiek temu. Z kolei „motocykl” jest zwrotniejszy od „samochodu”, zatem może nie tylko omijać auta w korku stojące lecz nawet jeździć po bezdrożach, choć wtedy z większym ryzykiem wywrotki. NARP uważa, że stosunki społeczne nie są grą o sumie zerowej, stąd na pewno istniały i istnieją społeczeństwa tak zamordystyczne, że obie płci są w nich traktowane jak „pociąg”, ale także i na tyle otwarte i życzliwe jednostce ludzkiej, że obie płci żyją wg modelu „motocykl”. NARP dąży do uczynienia społeczeństwa polskiego „motocyklowym”.
SPRZEDAŻ WIĄZANA A SWOBODNY WYBÓR KONSUMENCKI. Tak można przedstawić przymus przyjęcia przez jednostkę o biologicznej płci męskiej wraz z akceptacją swej biologicznej płci także WSZYSTKICH składników jej społecznego stereotypu, czyli ściśle określonego ubioru, kosmetyki (raczej jej braku) i zachowania się i zainteresowań, przy rygorystycznym zakazie czerpania składników społecznego stereotypu żeńskiej roli płciowej. To tak, jakbyśmy wchodząc do sklepu zmuszeni byli kupić (oczywiście uczciwie i dość drogo płacąc) rzeczy, które sam sprzedawca nam do koszyka nawkładał mimo, że widzimy pomiędzy nimi niepotrzebne nam buble a mielibyśmy ochotę kupić coś z „tej drugiej” półki, do której nie pozwala nam on nawet podejść. Równocześnie osoby płci biologicznie żeńskiej mają SWOBODNY WYBÓR KONSUMENCKI, czyli mogą zarówno kształtować swą osobowość i wizerunek ze składników „męskich” jak i „damskich” w dowolnych proporcjach, co odpowiada klientowskiej wolności wyboru towaru. Taki stan rzeczy wybitnie nie odpowiada duchowi czasu w cywilizowanych krajach i społeczeństwach, gdzie jednostka ludzka czuje się suwerenem a nie podległym sługą. W handlu sprzedaż wiązana może być usprawiedliwiona pod warunkiem oferowania klientowi bonusa w postaci niższej ceny za pakiet towarów niż za artykuł nabywany jednostkowo, lecz nawet tam sprzedaży wiązanej wymuszać nie wolno i towar w sprzedaży jednostkowej musi być dostępny. Najwidoczniej kultura nie nadąża za dobrymi obyczajami handlowymi.
PIES ŁAŃCUCHOWY/PIES PRZY BUDZIE. Wiele z naszych pań, okazujących niby ogrom empatii i współczucia wobec różnych cierpiących istot, uważa, że mężczyźni po prostu w ramach swojej męskiej tożsamości POWINNI być zadowoleni z tego, co kultura im daje nie bacząc, że ona im to jednocześnie nakazuje. Jednak dla pewności, aby tak się stało, panie takie nie dopuszczają do siebie myśli, że mężczyźni powinni mieć możliwość zakosztowania także tego „niemęskiego” sposobu życia (czyli ubioru, kosmetyków, podejścia do swojego ciała itp.) – w opinii NARP one podświadomie czują, że gdyby mężczyźni mieli możliwość świadomego wyboru, to mogliby nie chcieć żyć w męskim prymitywie doznań, tak jak (szczególnie na polskiej wsi) wiejski pies łańcuchowy, któremu pozwolono by wejść do domu gospodarza i tam rozłożyć się na kanapie – gdzie jest miękko, ciepło i widać świat z innej perspektywy – niezbyt chętnie wracałby do budy. A dopóki jest on tylko w budzie, wydaje mu się, że to właśnie jest jedynie właściwe dla niego miejsce i jest spokój: taki „niezmanierowany” pies (i mężczyzna) nie wysuwa kłopotliwych roszczeń i się nie buntuje. NARP jest pewien, że gdyby każdy kandydat na mężczyznę miał bez ryzyka pogardy ze strony otoczenia możność zakosztowania doznań otrzymywanych w pogodny letni lub wiosenny dzień od „żeńskiej” odzieży tj. np. lekkie obcasowe sandałki na bosą nogę lub w cienkich pończochach plus zwiewna sukienka na cieniuteńkich ramiączkach na tułów, to za nic nie wróciłby do „stroju sportowego”, czyli zamkniętych sportowych butów, skarpet wielokrotnie grubszych od wcześniej próbowanych rajstop czy pończoch, i spodni, a szczególnie długich plus koszulka z rękawem do łokcia. Dlatego pogarda i agresja wobec transgresorów są niezbędnym instrumentem utrzymywania społecznego „ładu” w tym zakresie.
BOGINI A PAROBEK. Nawet najbardziej wulgarna w obyciu i emocjonalnie bądź intelektualnie prostacka osoba żeńska ma prawo przy pełnej społecznej aprobacie użyć wszelkich fantazyjnych i wysubtelniających kosmetyków i artykułów odzieżowych, dzięki któym pod względem optycznym staje się surrealistyczną boginią. Z kolei osoba męska nawet o najwyższym intelekcie, smaku artystycznym i emocjonalnej wrażliwości nie może swoim wyglądem dać wyraz tym wszystkim przymiotom swej osobowości, gdyż za najwyższą formę elegancji uchodzi… garnitur, czyli zawsze taka sama (NARP uznaje niuanse, którymi garnitury różnią się między sobą za kpinę z samego pojęcia różnorodności) zakrywająca i munduropodobna zbroja złożona z żakietu o długich rękawach i spodni (oczywiście też długich), którą uzupełnia od dołu pototwórcza kombinacja zamkniętych butów i szmatoskarpet, zaś „cała reszta” organizmu wolna od zakrywania pod żadnym pozorem nie może być uszlachetniona kolorowymi malowankami z kosmetyków do makijażu lub manicure, przy czym jest to niemile widziane nawet, gdy delikwent ma jakieś defekty cery lub kształtu twarzy do ukrycia i cierpi dyskomfort społeczny z ich powodu. Bez względu zatem na to, kim faktycznie dana osoba jest, mężczyzna musi rytualnie odgrywać osobę prostą, niepodlegającą bujnemu zdobieniu, której interesująca osobowość może się ujawnić co najwyżej w dalszym działaniu (o ile dostanie on w ogóle szansę popisania się!), zaś kobieta na odwrót. Implikacją tej nierównej estetyki są stosunki społeczne, w których mężczyzna odgrywa rolę sługi bądź aspiranta o względy kobiety, zaś kobieta to juror, recenzent-selekcjoner, który łaskawie uznaje zabiegi zalotnicze mężczyzny albo nie. Wizualną realizację w/w relacji znajdujemy aż nadto często w choreografii widowisk estradowych, gdzie wokół jednej fantastycznie odstawionej (i oczywiście półgołej) żeńskiej gwiazdy uwijają się „faceci” – zawsze w liczbie kilku, ubrani żałośnie prymitywnie i w maksymalnie zakrywający sposób, i na dodatek wykonujący względem siebie choreografię walki, natomiast wobec postaci żeńskiej – gesty przymilno-poddańcze. NARP dostaje mdłości widząc takie aranżacje po raz kolejny i kolejny. Przypomina to walkę plemników o wejście do komórki jajowej i służy do utrwalenia w świadomości mężczyzn, że są towarem tanim bo jego podaż jest wielka (jak proporcja plemników do komórek jajowych), zaś każda, ach, kobieta, to takie dobro rzadkie, że za każdą cenę opłaca się o nie walczyć.
DYSYDENT, OBYWATEL-SZARAK, PODRÓŻNIK A EMIGRANT. Wobec restrykcyjności męskiej roli płciowej można zajmować stanowisko podobne jak wobec dyktatorskiego reżimu. I tak, większość to szaracy wolący nie dostrzegać braku praw w swoim kraju i nie pchać się w kłopoty – to mężczyźni doskonale pogodzeni ze swą rolą, niezadający pytań dlaczego coś jest nakazane a inne zabronione, tylko robiący to, „co do nich należy” i liczący na nagrodę, jeśli los okaże się łaskawy. Podróżnicy, to ludzie dostrzegający uroki innych krajów i zadowoleni, jeżeli co jakiś czas dostaną paszport i mogą sobie wyjechać na wycieczkę, choć zawsze grzecznie wracają i dzięki odjazdom mają siłę dalej żyć w dyktatorskim kraju. To transwestyci/cross-dresserzy – pozwalający sobie na przygodę w postaci wycieczki do zakazanej rzeczywistości tej drugiej kasty płciowej, ale po każdym takim epizodzie wracający do rzeczywistości restrykcyjnej męskości i brnący w niej dalej bez odróźniania się od szaraków. Mamy też uciekinierów – trwałych emigrantów, zrywających więzy ze starym krajem pozostającym w łapach dyktatora. To są transseksualiści, czyli ci, co chirurgicznie i metrykalnie przenoszą się do drugiej kasty płciowej nabywając w ten sposób prawa do korzystania z dla niej przeznaczonych uroków życia bez drażnienia otoczenia. I na końcu są dysydenci – ludzie, którzy chcą obalić dyktaturę we własnym kraju i w nim żyjąc korzystać z tych samych swobód, jakie dostępne są dla szczęśliwych mieszkańców obcych krajów. W naszym modelu to mężczyżni podważający restrykcyjną męską rolę płciową pod własną tożsamością, co zmusza otoczenie do reakcji, najczęściej w formie takich czy innych prześladowań, zaś oni są zdeterminowani do walki o trwałą zmianę męskiej roli płciowej, czyli o obalenie dyktatury i uczynienie kraju zdatnym do życia w. Dysydentem jestem ja – Naczelny Antyfacet Rzeczypospolitej Polskiej poprzez moje dzienne wyjścia w obszar publiczny w zabronionej odzieży ale bez żeńskiej charakteryzacji, czyli pod własną męską tożsamością. Jeśli chcecie, przyłączcie się do mnie, a zrobimy razem niejeden happening, po którym sprawy nie będą już takie jak przed!
Tutaj muszę poczynić pewne zastrzeżenie: Szanowni Crossdresserzy! ( http://crossdressing.pl/main.php ) Odniosę się do kilku wątków widzianych w Waszych komentarzach na temat paru moich niedawnych tekstów. Nie obrażajcie się na mnie, please! Uważam Was nie tylko za ludzi przesympatycznych i pożytecznych, ale za sojuszników stojących zasadniczo po tej samej stronie co ja, tylko inaczej ode mnie definiujących siebie. Zapewne różnimy się też wiarą odnośnie jakości płci żeńskiej (nazywanej kobiecością) i jej brakiem. Być może, w odróżnieniu od osób biologicznie żeńskich, to Wy właśnie przechowujecie w sobie tę piękną, romantyczną, mityczno-kulturową kobiecość? W każdym razie jesteście dla mnie tajemnicą, kiedy niektórzy z Was potrafią zdecydowanie określać siebie jako kobiety pomimo braku potrzeby stosownej zmiany organów i braku popędu z punktu widzenia tejże płci. Istotną różnicą między nami jest sposób realizacji transgresji ubiorczej: Wy raczej nie naruszacie zastanych stosunków społecznych dopóki nie zdarzy Wam się wpadka, zaś ja działam w warunkach permanentnej wpadki, więc jakoś tam zawsze drażnię otoczenie i stąd można mieć nadzieję, że wpłynę na stan rzeczy. Oczywiście, działając w przemyślany sposób wspólnie możemy osiągnąć więcej. Zaś co do poczucia przynależności płciowej, to wydaje mi się ono sprawą drugo- albo trzeciorzędną, gdyż nawet w wykonaniu naukowych seksuologów na obecnym etapie ta ocena oparta jest o dość chwiejne behawioralne kryteria, jak zdolności i zainteresowania konstruktorskie, upodobania ubiorcze, stosunek do własnego ciała, wrażliwość muzyczno-akustyczna i zmysłowa w ogóle, orientacja w terenie itp. Są to bowiem cechy i uzdolnienia mózgów, które może i były mocno związane z płcią, gdy samce polowały a samice siedziały „w domu” z młodymi, lecz od tego czasu warunki życia radykalnie się zmieniły a ludzkie mózgi mają to do siebie, że są plastyczne i szybko, nawet bez wsparcia genetycznego, adaptują się do nowych sytuacji wykorzystując zasoby posiadane od urodzenia. Tak więc, jeśli można wyostrzyć sobie słuch, dotyk i wyobraźnię przestrzenną po utracie wzroku, w nie mniejszym stopniu można nauczyć się orientacji w terenie lub agresji i okrucieństwa mimo żeńskich organów reprodukcyjnych albo opiekuńczości, empatii i upodobania do wykwintnej odzieży mimo posiadania organów męskich. Notabene, nawet widoczne anatomiczne różnice mózgów u osobników różnie realizujących swoje zachowania seksualne są w swym pochodzeniu trudne do wyjaśnienia na okoliczność tego, czy stanowią skutek, czy przyczynę określonego sposobu zachowania się, gdyż nabyta wiedza i doświadczenia także znajdują odzwierciedlenie w anatomii. Aby nie przeciągać sprawy powiem tylko, że mam przeczucie, iż obsesyjne ustalanie płciowej przynależności przestanie mieć znaczenie w życiu społecznym poza sytuacjami, kiedy ktoś konkretnie chce mieć organy przeciwnej płci, by ich używać w sposób heteroseksualny z punktu widzenia tej docelowej płci. Natomiast styl życia, wyglądu i ubioru to sprawy kulturowego pochodzenia i ich związki z płcią mają charakter kulturowego wmówienia a ich kształt w każdym konkretnym momencie historycznym i konkretnej kulturze jest przypadkowy. Nawet stopień separacji zachowań przypisywanych poszczególnym płciom bynajmniej nie w każdej kulturze jest jednakowo rygorystyczny i stąd jest jakaś nadzieja na sprowadzenie genderowej obsesji separacyjnej w naszej kulturze do zera. I na koniec mała prowokacyjka: czy apartheid płciowy przypadkiem Wam się nie podoba na swój sposób, bo dzięki niemu wycieczki w przebranie żeńskie są ekscytujące? Bo ja to najchętniej bym porządnie, tak po męsku, kopnął w całe to (p..) tabu tak, aby jakakolwiek transgresja przestała mieć miejsce i noszenie czegokolwiek przez kogokolwiek było rutyną. Amen!
MĘŻCZYŹNI SĄ Z WENUS, KOBIETY SĄ Z MARSA. Wbrew obiegowej kliszy wprowadzonej przez Johna Graya w książce „Mężczyźni są z Marsa, kobiety są z Wenus”, to „mężczyźni” są faktycznie w swej psychicznej głębi uczuciowymi romantykami a „kobiety” zimno kalkulującymi graczami-militarystami jedynie symulującymi te romantyczne cechy osobowości poprzez wysublimowaną subtelność wyglądu. Oprócz preferowanej tępoty umysłowej mającej uniemożliwić „mężczyznom” odkrycie gry pozorów, w której ponosząc znaczne koszty osobiste uczestniczą, tę tęsknotę za szlachetnymi cechami osobowści sugerowanymi przez „kobiecą” powierzchowność wykorzystuje się do stymulowania w „mężczyznach” popędu seksualnego i tym samym wzmaganie w nich determinacji w zabieganiu o względy „kobiet” bez baczenia na w/w koszty oraz do uzdatnienia ich do łatwej manipulacji prowadzonej przez „kobiety” poprzez ich fałszywe sygnały zainteresowania erotycznego. Tymczasem „kobiety”, odgrywając jedynie rolę opiekuńczych istot pełnych empatii wobec wszystkiego, co żyje, de facto dbają o to, aby zawsze istniała kasta płciowa przeznaczona do spełniania funkcji militarnych, przyzwyczajona także do codziennego znoszenia niewygód i wykonywania ciężkich prac fizycznych oraz znajdująca zadowolenie w ubiorczym i kosmetycznym prymitywie, od których to aspektów życia same wolą trzymać się z daleka. Chytrość „facetów” ukrytych w „kobietach” przejawia się w prowadzonym przez nie dualistycznym procesie wychowawczym zależnie od biologicznej płci potomstwa (co jest postrzegane jako podstawa zaliczania do określonej kasty płciowej). I tak: potomstwo żeńske jest od samego początku przyuczane do prowadzenia oszczędzającego i hedonistycznego trybu życia w bogactwie form ubraniowych i przybrania kosmetycznego włącznie ze świadomością, jak eksploatować i dyscyplinować męskiego partnera, aby taki tryb życia umożliwiał; potomstwo męskie natomiast (nawet w sytuacji braku męskiego partnera matki) jest uczone spełniania fobec żeńskiej części rodziny funkcji służebnych w tym także stosowania fizycznej agresji w jej obronie lub interesie (aczkolwiek z tabuistycznym wyłączeniem osób żeńskich z kręgu tych, wobec których stosowanie przemocy jest dopuszczalne!), i pod groźbą pogardy lub innych sankcji – wyzbywania się jakichkolwiek aspiracji w kierunku korzystania z walorów życia kulturowo zastrzeżonych dla żeńskich członków rodziny (i społeczeństwa w ogóle). Gdyby opiekuńczość i empatia sugerowane przez „kobiecy” wygląd były faktycznym składnikami ich osobowości, to (tym razem bez cudzysłowiu!) kobiety faktycznie pochodzące „z Wenus” powinny były już dawno temu wywrzeć na „mężczyzn” skuteczną presję selekcyjną tak, ażeby w grze ewolucyjnej uczestniczyli jedynie osobnicy o charakterach łagodnych, kooperacyjnych, subtelnych, obdarzeni fantazją i rozsmakowani w osiąganiu fantazyjnego wyglądu własnego. Empatia powinna popychać kobiety do wybierania partnerów o genach i memach, dzięki którym świat z każdym pokoleniem stawałby się lepszym miejscem do życia dla wszystkich, a nie w dalszym ciągu sceną tej samej brutalnej i bratobójczej walki wszystkich ze wszystkimi. Prawdziwe kobiety nie powinny zatem przechodzić do porządku wobec istnienia na świecie agresji, stąd powinny skierować swą presję selekcyjną ku pełnej eliminacji tego składnika z męskiego zachowania, co przejawiłoby się przez premiowanie w wyborze partnerów reprodukcyjnych osobowości nieprzebojowych lecz otwarcie romantycznych, uczynnych i szlachetnych a w szczególności poprzez wyzbycie się pozy sędziego-selekcjonera oczekującego na wynik walki samców i gotowego odejść z jej zwycięzcą. Empatia i uczuciowość wyższa nie powinny też pozwalać prawdziwym kobietom cieszyć się jakimkolwiek uprzywilejowaniem kulturowym, które dla ich kochanków jest niedostępne! Co więcej, o skuteczności presji selekcyjnej ze strony samic przekonuje casus kości prąciowej, która u naczelnych, z których wyewoluował homo sapiens (?), została usunięta z genomu, aby umożliwić ocenianie przez samicę kondycji zdrowotnej samca poprzez utrudnienie mu prowadzenia kopulacji (odtąd, oprócz innych parametrów organizmu, całkowicie uzależnionej od wydolności krążenia).
WIĘZIEŃ DOSKONAŁY. Tak można przedstawić mężczyznę doskonale skrojonego do roli nakazanej mu przez kulturę pomimo, iż rola ta składa się z rygorystycznie egzekwowanych nakazów i zakazów pozostawiających ubogie pole indywidualnego wyboru. Aby żyć w taki sposób czerpiąc z tego satysfakcję, trzeba albo cechować się wysoką tępotą umysłową pozwalającą nie dostrzegać ograniczeń tejże roli płciowej, albo posiadać niesłychanie wysoką inteligencję funkcjonującą przede wszystkim w sferze podświadomości i nastawioną na osiąganie bezkonfliktowej adaptacji do zastanych warunków. I to ten drugi model radzenia sobie z ciasną kulturową męskością kwalifikuje się do objęcia metaforą więźnia doskonałego – taki więzień bowiem potrafi podświadomie tak bardzo dostroić się do realiów życia więziennego, że zapomina on o świecie pozawięziennym, zaś obszar więzienia uznaje za właściwy dla siebie świat albo wręcz za jedyną rzeczywistość, i czyni tak pomimo sygnałów świadczących o istnieniu innej rzeczywistości (np. fakt podziału na role więźniów i strażników oraz nieobecności konkretnych strażników gdy ich czas pracy się kończy, podczas gdy więźniowie nigdy więzienia nie opuszczają). I tak, potrafi więzień doskonały tak „fachowo” chodzić po spacerniku, żeby nigdy nie natknąć się na ściany ograniczające go, albo tak „polubić” cykliczne czynności życia więziennego wraz z ustaloną porą ich wykonywania, by nie chcieć robić czegokolwiek innego lub zapomnieć o możliwości spędzania czasu w inny sposób. W odniesieniu do spełniania męskiej gender role, wyrobienie w sobie takiej więziennej.mentalności oznacza pokorną zgodę na życie w męskim prymitywie ubraniowym, kosmetycznym i behawioralnym (niewyobrażanie sobie siebie w jakimkolwiek innym ubraniu i przybraniu oprócz tego nakazanego, rozwijanie w sobie tylko tych zalecanych i jednocześnie nakazanych zainteresowań, upodobań i wzorców postępowania) oraz unikanie myślenia, stawiania pytań i poszukiwania odpowiedzi odnośnie możliwego poszerzenia swoich doznań, działań i zainteresowań o elementy alternatywne lecz zabronione przez stereotypowe zaliczenie ich do żeńskiej roli płciowej. Więźniów doskonałych dobrze spełniających swe zadania chwali się za pomocą przymiotnika „przystojny” (czyli spełniający to, co „mu przystoi” – o czym decyduje społeczność, nie jednostka, a co potwierdza także brak w tej konstrukcji frazeologicznej prawdziwego podmiotu w mianowniku na rzecz frazy rzeczownikowej w przypadku zależnym – celowniku), zaś sam więzień doskonały ocenia siebie w swej podświadomości poprzez kryterium „stosowności” i nie chce popełnić „niestosowności”.