W niniejszej homilii pragnę ustosunkować się do argumentacji, z jaką się czasem spotykam, twierdzącej, że moda po prostu się zmienia, i nie ma sensu się szarpać o zakazy ubiorcze nałożone na mężczyzn, bo nawet skoro nie wolno im w Europie (zwłaszcza centralno-wschodniej) nosić spódnic i różnych wysubtelniających artykułów odzieżowych, lub stosować fantazyjnie upiększających kosmetyków, to przecież mężczyźni mają „swoje” artykuły i środki, „dla nich odpowiednie”, i powinni być zadowoleni z używania ich, a nie zazdrośnie spoglądać na kobiety i gadżety czyniące z nich boginie. Rzeczy zaś, które przed II połową XVIII wieku były dla mężczyzn normalne, dzisiaj po prostu są niemodne, i noszenie bądź stosowanie ich „zupełnie naturalnie” uchodzi za śmieszne.


No cóż, nie mogę się z tym poglądem zgodzić. Kiedy tak po prostu zmienia się moda, noszenie odzieży niemodnej nie staje się dla nikogo zabronione i nie grozi pogardą lub agresją, ani żadnymi realnymi represjami ze strony społecznej większości. Niemodnym po prostu wolno być, nawet jeśli stanowi to „obciach”. Wielu ludzi jest niemodnymi z powodu chociażby ubóstwa i poza brakiem dostępu do zamożnych kręgów towarzyskich nic im nie grozi. W związku z emancypacją kobiet i historycznie niedawnym, choć mocno zadomowionym, przyzwoleniem na ich masywną ekspozycję nagości, w zupełnie nie uzasadniony logicznie sposób dokonała się odwrotna transformacja w ubiorze mężczyzn. Dla nich mianowicie ubiór został sprowadzony do kilku prostych i ściśle skodyfikowanych form w wiekach wcześniejszych charakterystycznych dla klas pracujących społeczeństwa. Tak więc, zarówno elegancki, jak i codzienny bądź roboczy ubiór męski zaczął się składać z:


Różnica pomiędzy ubiorem eleganckim a codziennym zaznacza się raczej w rodzaju tkanin i ich kolorystyce, aniżeli w istotnej jakościowej różnicy kroju tej odzieży, przy czym za eleganckie uchodzą tkaniny w kolorach mocno stonowanych i zdecydowanie pozbawione zwracających uwagę deseni. W każdym wypadku za niedopuszczalne dla mężczyzn uchodzą wszelkie przezroczyste lub ażurowe tkaniny i dzianiny, zabronione są też śmiało eksponujące ciało wycięcia (dekolt przedni bądź tylny). Jedynym elementem fantazyjności w formalnym ubiorze męskim jest krawat, skądinąd pomagający ciasno dociągnąć kołnierz koszuli do karku, ale i tu istnieje szereg obostrzeń odnośnie jego kolorystyki i deseniu ze względu na sytuację. Jeśli porównamy cechy konstrukcyjne i użytkowe odzieży męskiej z odpowiednikami przeznaczonymi dla żeńskiej części użytkowników, to nieuchronnie zauważymy, że nie zaspokajają one tych samych potrzeb ani nie dostarczają użytkownikowi takich samych doznań i wygód, czyli NIE posiadają jednakowej wartości użytkowej. Już na pierwszy rzut oka można zauważyć, że odzież adresowana do kobiet jest lżejsza (gramatura materiałów), ładniejsza (bogaciej zdobiona), wykonywana w znacznie szerszym asortymencie wzorów, których ze względu na ograniczoną objętość niniejszego tekstu nie będę opisywał, zaś noszenie jej pozwala:


Przesunięcia w zakresie mody można by uznać za niewinne i nieszkodliwe, gdyby:


Podsumowując muszę stwierdzić, że w obecnym stanie rzeczy kobiety mogą wyrażać swoim ubiorem i całą swoją aparycją wszelkie typy osobowości i postaw wobec siebie i rzeczywistości, także te typowe dla mężczyzn według obecnych wierzeń na temat ich właściwej tożsamości. Tymczasem dla mężczyzn dążących do spędzenia swego życia w sposób spokojny, introwertyczny, stabilny, w emocjonalnym bezpieczeństwie zacisza domowego lub nastawionych do siebie narcystycznie – panuje całkowity brak środków wyrazu w stroju i wyglądzie. Oni też muszą nosić spodnie, i w charakterze ubioru nieformalnego – jedynie odzież w stylistyce sportowej (bo istnieje tylko styl oficjalny lub nieformalny, i ten jest sportowy), i tym samym demonstrować sportowo-rywalizacyjnego ducha bez względu na to, jak obcy im on jest. Najwidoczniej nierywalizacyjne i nieprzebojowe postawy i typy męskiej osobowości nie mają racji bytu w życiu publicznym, a jeśli już są tolerowane, to tylko w ukryciu (czyli de facto są nietolerowanie, bo jeżeli coś trzeba ukrywać, to raczej nie z powodu tolerancji otoczenia). Zauważmy również, że noszenie przez kobiety spódnic, całej gamy przezroczystych i odkrywających ciało śmiałymi wycięciami sukni, bluzek, topów itp. też nie ma już wartości symbolicznej, a w każdym razie nie wyraża uległości, łagodności, delikatności, opiekuńczości, nastawienia koncyliacyjnego itp. Przykładowo spódnica mini w połączeniu z błyszczącymi rajstopami i butami na niebotycznie wysokich obcasach, malowanymi plastikowymi paznokciami i wyrazistym makijażem wyraża coś wręcz przeciwnego: postawę wyzywającą i zaczepną, nacechowaną świadomością siły oddziaływania własnego wizerunku na męską publiczność i nieprzystępnością dla pretendentów, co powoduje niesprawiedliwą negatywną preselekcję wobec osobowości subtelnych pośród mężczyzn-kandydatów na partnerów reprodukcyjnych.


Na koniec wypada zapytać o przyczynę tak nieokiełznanego liberalizmu w stroju żeńskim, przy jednoczesnych restrykcjach i rygoryzmie w ubiorze męskim, powodujących, że na pytanie postawione w tytule jedyną możliwą odpowiedzią jest ta druga opcja, czyli deprywacja. Deprywacja – pozbawienie mężczyzn prawa do określonego stylu życia i pewnych postaw, i zepchnięcie tych, którzy je reprezentują i praktykują do podziemia. Komu i czemu to służy? Uczynienie odzieży żeńskiej wizualnie atrakcyjną i ekshibicjonistyczną plus surrealistyczna uroda żeńskich ciał przetworzonych rozlicznymi produktami i procedurami technologii kosmetycznej i kosmetyczno-lekarskiej, służy:


Można by się zgodzić, że kobietom należą się jakieś środki służące wzmocnieniu ich pozycji społecznej, jednakże nie musi być zgody na to, aby dokonywało się to poprzez ograniczenie słusznych praw drugiej płci do publicznego demonstrowania nieszkodliwych, a nawet społecznie pożądanych postaw. Jednocześnie trzeba zauważyć, że w trakcie nieuzasadnionej emisji pozornych sygnałów erotycznych przez kobiety eksponujące nagość swoich ciał w miejscach pracy i nauki lub nawet kultu religijnego, mężczyźni otrzymują nadmierną porcję bodźców erotycznych, których jednakże nie mają szans rozładować w należyty sposób. Oczywiście nerwice na tle seksualnym nie stanowią problemu dla kobiet, które je wywołały (empatia nie jest najwidoczniej ich powszechną cechą), czasem jednak prowadzą one do sytuacji nawet dla kobiet mało przyjemnych: mianowicie do molestowania seksualnego lub nawet gwałtu. I tu także kobiety nie muszą zanadto się przejmować: w cywilizowanych krajach Europy i Ameryki Północnej istnieją instytucje prawne chroniące kobiety przed lubieżnymi postępkami mężczyzn i pozwalające na skuteczne ich ściganie. Sprawiedliwość nie jest wszakże pełna, gdy mężczyźni na wyciągnięcie ręki muszą ocierać się w publicznym miejscu już nawet nie o wizerunki, lecz rzeczywiste niemal nagie ciała, które jednak zupełnie nie są dla nich przeznaczone i których nagość nie stanowi zaproszenia do zalotów, albowiem kobiety takim wizerunkiem ich rażące zwykle już od dawna pozostają w jakimś mniej lub bardziej formalnym związku z kimś innym. Stymulowanie erotycznych apetytów bez poczucia odpowiedzialności za tego skutki ma znamiona ni mniej ni więcej, ale molestowania seksualnego ze strony kobiet: pastwienia się nad przygodnymi obserwatorami ich uroków, nad apetytami erotycznymi w nich wzbudzonymi i pozostawionymi bez zaspokojenia. Jeżeli społeczeństwo uczciwie chce rozwiązać lub złagodzić ten problem, to może albo pójść w stronę islamskich restrykcji wobec kobiet (czego jako mąż pełen empatii i szlachetnych intencji nie popieram), albo przyzwolić mężczyznom na pełną dowolność stroju i stylizacji, przez co wybujała atrakcyjność kobiet po prostu wtopi się w tło i spadnie.*


Już słyszę te zastrzeżenia, że przecież płci muszą się jakoś różnić, aby wiadomo było kto jest kto i aby popęd seksualny nie zanikł. Więc odpowiadam:


Naczelny Anftyfacet Rp

---------------------------------

*Proszę nie interpretować niniejszego fragmentu jako usprawiedliwienia gwałtu, który w każdych okolicznościach pozostaje przestępstwem. Nie można jednakże ignorować części obiektywnych przyczyn tego zjawiska, którą stanowi nieuzasadniona ekspozycja żeńskiej nagości i dodatkowe wzmocnienie jej wymowy przez tabuistyczny zakaz prezentowania podobnego wyglądu przez mężczyzn i osoby męsko-organowe. Nie twierdzę także bynajmniej, jakoby społeczeństwa islamskie były wolne od zjawiska gwałtu: jest wprost przeciwnie, i pomimo nakazu zakrywania ciała przez kobiety istnieje w islamskim obyczaju silna zachęta do przemocy seksualnej wobec kobiet, a stanowi ją obniżona wartość procesowa zeznań kobiet wobec zeznań mężczyzn, wskutek czego każdy męski agresor seksualny działający stosunkowo dyskretnie może przenosić winę na ofiarę twierdząc, że został sprowokowany. Nakaz zakrywania żeńskiego ciała w sferze publicznej ma jednak za zadanie ograniczenie jego seksualnej atrakcyjności, jednak dokonywane to jest z pozycji ochrony niejako „właścicielskich” praw nad kobietą sprawowanych przez jej męża bądź męskich członków klanu, i służy sprawowaniu wobec kobiety absolutnej kontroli nad jej życiem erotycznym.


** W razie braku znaczków w Państwa komputerze wyjaśniam, że chodzi o używane w biologii znaczki “samiec” i “samica”.