Moda czy deprywacja?
W niniejszej homilii pragnę ustosunkować się do argumentacji, z jaką się czasem spotykam, twierdzącej, że moda po prostu się zmienia, i nie ma sensu się szarpać o zakazy ubiorcze nałożone na mężczyzn, bo nawet skoro nie wolno im w Europie (zwłaszcza centralno-wschodniej) nosić spódnic i różnych wysubtelniających artykułów odzieżowych, lub stosować fantazyjnie upiększających kosmetyków, to przecież mężczyźni mają „swoje” artykuły i środki, „dla nich odpowiednie”, i powinni być zadowoleni z używania ich, a nie zazdrośnie spoglądać na kobiety i gadżety czyniące z nich boginie. Rzeczy zaś, które przed II połową XVIII wieku były dla mężczyzn normalne, dzisiaj po prostu są niemodne, i noszenie bądź stosowanie ich „zupełnie naturalnie” uchodzi za śmieszne.
No cóż, nie mogę się z tym poglądem zgodzić. Kiedy tak po prostu zmienia się moda, noszenie odzieży niemodnej nie staje się dla nikogo zabronione i nie grozi pogardą lub agresją, ani żadnymi realnymi represjami ze strony społecznej większości. Niemodnym po prostu wolno być, nawet jeśli stanowi to „obciach”. Wielu ludzi jest niemodnymi z powodu chociażby ubóstwa i poza brakiem dostępu do zamożnych kręgów towarzyskich nic im nie grozi. W związku z emancypacją kobiet i historycznie niedawnym, choć mocno zadomowionym, przyzwoleniem na ich masywną ekspozycję nagości, w zupełnie nie uzasadniony logicznie sposób dokonała się odwrotna transformacja w ubiorze mężczyzn. Dla nich mianowicie ubiór został sprowadzony do kilku prostych i ściśle skodyfikowanych form w wiekach wcześniejszych charakterystycznych dla klas pracujących społeczeństwa. Tak więc, zarówno elegancki, jak i codzienny bądź roboczy ubiór męski zaczął się składać z:
(z reguły
długich) spodni;
(z reguły
zamkniętych) butów na płaskim obcasie;
skarpet lub
onuc o grubości znacznie przewyższającej znane z przeszłości
jedwabne pończochy oraz pończochy i rajstopy z włókien sztucznych
współcześnie dozwolone dla kobiet;
koszuli lub
bluzy z długimi rękawami (w razie krótkich – z reguły i tak
sięgających co najmniej niemal do łokcia), i
żakietu
wierzchniego: marynarki lub kurtki (zawsze z długim rękawem, rzadko
i bardzo nieformalnie – bez rękawa).
Różnica pomiędzy ubiorem eleganckim a codziennym zaznacza się raczej w rodzaju tkanin i ich kolorystyce, aniżeli w istotnej jakościowej różnicy kroju tej odzieży, przy czym za eleganckie uchodzą tkaniny w kolorach mocno stonowanych i zdecydowanie pozbawione zwracających uwagę deseni. W każdym wypadku za niedopuszczalne dla mężczyzn uchodzą wszelkie przezroczyste lub ażurowe tkaniny i dzianiny, zabronione są też śmiało eksponujące ciało wycięcia (dekolt przedni bądź tylny). Jedynym elementem fantazyjności w formalnym ubiorze męskim jest krawat, skądinąd pomagający ciasno dociągnąć kołnierz koszuli do karku, ale i tu istnieje szereg obostrzeń odnośnie jego kolorystyki i deseniu ze względu na sytuację. Jeśli porównamy cechy konstrukcyjne i użytkowe odzieży męskiej z odpowiednikami przeznaczonymi dla żeńskiej części użytkowników, to nieuchronnie zauważymy, że nie zaspokajają one tych samych potrzeb ani nie dostarczają użytkownikowi takich samych doznań i wygód, czyli NIE posiadają jednakowej wartości użytkowej. Już na pierwszy rzut oka można zauważyć, że odzież adresowana do kobiet jest lżejsza (gramatura materiałów), ładniejsza (bogaciej zdobiona), wykonywana w znacznie szerszym asortymencie wzorów, których ze względu na ograniczoną objętość niniejszego tekstu nie będę opisywał, zaś noszenie jej pozwala:
czuć się istotą
piękną i uzyskiwać z tego tytułu satysfakcję, poczucie pewności
siebie, podziw otoczenia itp.;
oszczędzać
energię przez unikanie przegrzewania organizmu i mniejszą masę
własną odzieży oraz hartować go i spowalniać metabolizm przez
kontrolowane niedogrzanie go przy niższej temperaturze otoczenia;
zachować wyższą
higienę i apetyczność organizmu przez większość dnia dzięki
minimalizacji pocenia się i ułatwieniu odprowadzania nadmiaru ciepła
i wilgoci do atmosfery;
realizować
ekspresję własnej osobowości poprzez komponowanie fantazyjnych i
zaskakujących dla otoczenia kompozycji ubraniowych i korzystać z
(zwykle) życzliwego zainteresowania otoczenia;
i na wiele
innych drobniejszych efektów, aż do narcyzmu i autoerotyzmu
włącznie.
Przesunięcia w zakresie mody można by uznać za niewinne i nieszkodliwe, gdyby:
przyznanie
kobietom prawa do ekshibicjonistycznej ekspozycji ich ciał poprzez
odzież oraz do surrealistycznego kształtowania swego wizerunku przez
makijaż, biżuterię i fryzurę nie prowadziło do pozbawienia mężczyzn
podobnych praw, z których korzystali jeszcze kilka wieków wcześniej.
Moda to nie gra o sumie zerowej, w której ktoś musi stracić, by ktoś
inny zyskać mógł. Jeśli zatem przyznanie praw jednej grupie wiąże
się z odebraniem ich innej (czyli poddaniu jej restrykcjom) –
mamy do czynienia z faktem dyskryminacji tej grupy społecznej, która
coś straciła i z naruszeniem jej interesu. Istnieją wprawdzie układy
praw powiązanych: np. nadanie wolności niewolnikom narusza skądinąd
niesłuszny interes ich właścicieli, jednak prawo do
ekshibicjonizmu i strojenia się dla kobiet nie narusza w niczym
prawa do strojenia się dla mężczyzn, chociaż przyznanie tego prawa
mężczyznom niewątpliwie osłabiłoby moc oddziaływania społecznego
kobiecej nagości i wybujałej stylizacji;
zmiana stylu
ubiorów adresowanych dla jakiejś grupy nie oznaczała pozbawienia ich
użytkowników pewnych ważnych walorów użytkowych, których nowe stroje
im zaproponowane lub narzucone NIE posiadają. A tak właśnie jest w
odniesieniu do współcześnie panującego paradygmatu męskiego, w
którym tkaniny i ich płaty są zawsze cięższe i bardziej zakrywające
we wszelkich artykułach odzieżowych niż odpowiedniki przewidziane
dla kobiet, a jako jedyny ubiór poniżej pasa funkcjonują spodnie
(bynajmniej nie wygodne na wszystkie okazje i warunki termiczne)
oraz w charakterze okrycia stóp – skarpety: nigdy o minimalnej
grubości będącej przywilejem kobiet. Warto dodać, że wychowując na
mężczyznę instaluje się w psychice lęk przed poczuciem „bycia
nieubranym”, i obejmuje on również przeświadczenie, że z
bosymi stopami w butach nie uchodzi pojawiać się w większości
sytuacji społecznych (w wychowaniu na kobietę jest wprost
przeciwnie: promuje się ekshibicjonizm). Stąd, także buty dla
mężczyzn są cięższe, bardziej zamknięte i oferowane w dalece mniej
zróżnicowanym asortymencie fasonów: Imelda Marcos nie zgromadziłaby
tak imponującej kolekcji butów, gdyby zbierała męskie. Przyciężka
odzież mężczyzn, noszona w tych samych sytuacjach i warunkach
pogodowych co lekka i ekshibicjonistyczna odzież kobiet, NIE
dostarcza zatem równoważnych walorów użytkowych gdyż prowadzi do
uporczywego przegrzewania organizmu mężczyzn, większego wysiłku w
noszeniu tej odzieży, powoduje większe pocenie i gromadzenie potu w
odzieży pogarszając higieniczne warunki życia oraz obniżając
estetykę i apetyczność męskiego ciała, dostarcza doznań mechanicznej
niewygody (zwłaszcza odnośnie genitaliów stłoczonych w kroku) i nie
posiada funkcji estetycznej umożliwiającej grę z otoczeniem poprzez
autokreację zaskakujących wizerunków. Funkcji estetycznej pozbawiają
odzież męską także restrykcje na kolorystykę i spektakularność
deseni ją zdobiących: niektóre komponenty i techniki krawieckie są
wręcz a priori wykluczone z odzieży męskiej (haft, koronki, tkaniny
przezroczyste);
transgresja
odzieżowa ze strony mężczyzn ku strojom kobiecym nie wiązała się z
groźbą pogardy lub innych represji ze strony otoczenia oraz, gdyby
transgresja ubiorcza ze strony kobiet ku ubiorom i stylistyce
męskiej również była poddana tak samo rygorystycznym sankcjom. W
obecnej zaś sytuacji odzież wiąże się z ideologicznymi założeniami
odnośnie ról płciowych, i odzwierciedla pełne przyzwolenie dla
kobiet na dowolne czerpanie z zachowań i stylu ongiś przypisywanych
mężczyznom, przy jednocześnie zachowanym prawie do demonstrowania
(słusznie czy nie) kojarzonych z kobietami delikatności, łagodności,
opiekuńczości itp. Równocześnie prosty i pragmatyczny ubiór mężczyzn
wraz z zakazem stosowania fantazyjnego makijażu mają demonstrować
ich gotowość do zachowań dynamicznych, podejmowania wyzwań i
wzmożonego wysiłku fizycznego oraz braku przywiązania emocjonalnego
do siebie, swojego ciała i jego stylizacji. Mężczyźni jednakże nie
cieszą się analogicznym przyzwoleniem na korzystanie z
cywilizacyjnych udogodnień przyznanych kobietom i nie wolno im także
demonstrować cech osobowości (słusznie czy nie) przypisywanych
kobietom, podczas gdy kobiety nie podlegają żadnym ograniczeniom
odnośnie przejmowania wyglądu i stylu działania przypisywanego
(słusznie czy nie) mężczyznom.
Podsumowując muszę stwierdzić, że w obecnym stanie rzeczy kobiety mogą wyrażać swoim ubiorem i całą swoją aparycją wszelkie typy osobowości i postaw wobec siebie i rzeczywistości, także te typowe dla mężczyzn według obecnych wierzeń na temat ich właściwej tożsamości. Tymczasem dla mężczyzn dążących do spędzenia swego życia w sposób spokojny, introwertyczny, stabilny, w emocjonalnym bezpieczeństwie zacisza domowego lub nastawionych do siebie narcystycznie – panuje całkowity brak środków wyrazu w stroju i wyglądzie. Oni też muszą nosić spodnie, i w charakterze ubioru nieformalnego – jedynie odzież w stylistyce sportowej (bo istnieje tylko styl oficjalny lub nieformalny, i ten jest sportowy), i tym samym demonstrować sportowo-rywalizacyjnego ducha bez względu na to, jak obcy im on jest. Najwidoczniej nierywalizacyjne i nieprzebojowe postawy i typy męskiej osobowości nie mają racji bytu w życiu publicznym, a jeśli już są tolerowane, to tylko w ukryciu (czyli de facto są nietolerowanie, bo jeżeli coś trzeba ukrywać, to raczej nie z powodu tolerancji otoczenia). Zauważmy również, że noszenie przez kobiety spódnic, całej gamy przezroczystych i odkrywających ciało śmiałymi wycięciami sukni, bluzek, topów itp. też nie ma już wartości symbolicznej, a w każdym razie nie wyraża uległości, łagodności, delikatności, opiekuńczości, nastawienia koncyliacyjnego itp. Przykładowo spódnica mini w połączeniu z błyszczącymi rajstopami i butami na niebotycznie wysokich obcasach, malowanymi plastikowymi paznokciami i wyrazistym makijażem wyraża coś wręcz przeciwnego: postawę wyzywającą i zaczepną, nacechowaną świadomością siły oddziaływania własnego wizerunku na męską publiczność i nieprzystępnością dla pretendentów, co powoduje niesprawiedliwą negatywną preselekcję wobec osobowości subtelnych pośród mężczyzn-kandydatów na partnerów reprodukcyjnych.
Na koniec wypada zapytać o przyczynę tak nieokiełznanego liberalizmu w stroju żeńskim, przy jednoczesnych restrykcjach i rygoryzmie w ubiorze męskim, powodujących, że na pytanie postawione w tytule jedyną możliwą odpowiedzią jest ta druga opcja, czyli deprywacja. Deprywacja – pozbawienie mężczyzn prawa do określonego stylu życia i pewnych postaw, i zepchnięcie tych, którzy je reprezentują i praktykują do podziemia. Komu i czemu to służy? Uczynienie odzieży żeńskiej wizualnie atrakcyjną i ekshibicjonistyczną plus surrealistyczna uroda żeńskich ciał przetworzonych rozlicznymi produktami i procedurami technologii kosmetycznej i kosmetyczno-lekarskiej, służy:
relatywnemu
podwyższeniu wartości żeńskiego ciała podczas procesu poszukiwania
partnera reprodukcyjnego przez demonstrację erotycznej i estetycznej
wyjątkowości i niezastępowalności żeńskiego ciała. Jakkolwiek
osobnik żeński niewątpliwie jest konieczny do uzyskania potomstwa,
to estetykę kobiet mężczyźni mogą z powodzeniem w znacznym stopniu
posiąść o ile tylko zdobędą się na odwagę i determinację by
popracować nad sobą, pod czym oczywiście rozumiemy nie niemal
destrukcyjny trening siłowy podparty „koksowaniem”, lecz
konstruktywną pracę nad swoją urodą i dobrostanem organizmu
(rozsądny, oszczędzający tryb życia, unikanie sytuacji
niebezpiecznych i stresujących, afektacja wobec swego ciałą). Trzeba
bowiem wiedzieć ile z obezwładniającego nas mężczyzn kobiecego uroku
jest rezultatem sztucznych działań, z których niejedno można uznać
za gwałt na organizmie. Proponuję spojrzeć na grupę kontrolną, którą
stanowią zakonnice, i to bynajmniej nie wszystkie, a tylko te
spełniające w klasztorach posługi niższego rzędu – nisko
wykształcone i ciężko pracujące. Ich ciała nie różnią się pod
względem estetycznym od ciał mężczyzn w analogicznym wieku: jeśli
tylko natura tak zrządzi (co jest dość częstą przypadłością u
kobiet), to mają owłosione nogi i ramiona gdyż nie stosują
depilacji, ich brwi pozostają niepodskubywane (zatem krzaczastość a
la Breżniew jest dość częsta i brak także wysmakowanych kształtów) i
wraz z oczami i ustami nie są sztucznie podmalowywane (czyli są mało
wyraziste i wolne od elementów surrealistycznej fantazyjności), brak
jest makijażu twarzy w ogóle (nie jest ukrywana skłonność do
tłuszczenia się, defekty skóry są widoczne, zaś defekty kształtu
twarzy pozostają optycznie nieskorygowane), paznokcie są wyłącznie
naturalne (krótkie, niemalowane, bez nadrealistycznego połysku,
nienaturalnych kolorów, i ewentualnie noszące ślady uszkodzeń przy
pracy fizycznej), buty zaś noszą o wzorach zbliżonych do męskich
(brak efektu wysmuklającego nogę uzyskiwanego przez wysokie obcasy,
znaczne zakrycie stopy szerokimi płatami skóry lub tworzywa w
sandałach, brak wdzięku w ruchu uzyskiwanego z umiejętnego chodzenia
w wysokich obcasach), nie stosują farb do włosów (siwizna, czyli
oznaka starzenia się jest wcześnie zauważalna), i nie stosują
preparatów przeciwzmarszkowych ani innych technik opóźniających
starzenie się skóry (zmarszczki i przebarwienia nabywane z wiekiem
stają się widoczne wcześniej niż u kobiet korzystających pełną
garścią ze środków oferowanych im przez przemysł i przychylność
obyczaju);
utwierdzaniu
mężczyzn w ich roli topornych i silnych istot spełniających się w
stresujących aspektach życia, takich jak rywalizacja, realizacja
zadań w ramach pojęcia męskiej ambicji, okazywanie twardości i
nieprzywiązania do wygód życia, braku afektacji w stosunku do
własnego ciała i jego dobrostanu. Dzięki takiemu programowi
zainstalowanemu w męskich głowach kobiety mogą czuć się pewnie w
roli ich dysponentek wyznaczających mężczyznom zadania i wyzwania w
nagrodę reglamentując im odrobinę swoich (skądinąd
przereklamowanych) wdzięków;
utrzymywaniu
przez kobiety ich (pozornie) stałych partnerów w niepewności
odnośnie trwania związków przez nieustanną emisję pozornych sygnałów
erotycznych na oślep do przygodnych samców zawsze mogących stać się
rywalami (ang. Indiscriminate Emission of
False Erotic Signals w skrócie IEFES – pojęcie moje).
Islam dostrzega ten mechanizm, i jakkolwiek w sposób
autorytarny i restrykcyjny, przeciwdziała mu: kobiety (bez względu
na klimat krajów arabskich!) muszą w miejscach publicznych
całkowicie zakrywać swe ciała. Logika tej praktyki jest nieodparta:
gdy istnieje zobowiązanie reprodukcyjne, nie ma racji bytu dla
wabienia urokami swojego ciała innych samców i kropka. Podobne
praktyki są znane u ortodoksyjnych żydów: u nich wraz z
zamążpójściem panna młoda goli głowę, nosząc odtąd czepek lub
perukę. U Słowian natomiast znany jest zwyczaj oczepin, czyli
mocnego skrócenia włosów panny młodej i „zaczepkowania”
ich. Cel – oczywiście ten sam co w przypadku całościowego
zakrycia ciała kobiety w islamie;
poprzez
tabuizację wszystkich elementów stroju i wystroju kobiecego powstaje
przeniesienie atrybutu kobiecości (cokolwiek to oznacza) na powyższe
rzeczy, w związku z czym erotyczna atrakcyjność kobiety rośnie i
pojawia się okazja do fetyszyzmu, czyli do zaspokajania się przez
mężczyzn przegranych na rynku reprodukcyjnym przez kontakt z
gadżetami nacechowanymi erotycznie, a to z kolei dostarcza okazji do
wydzielenia grupy społecznej, wobec której zwycięzcy reprodukcyjni
mogą okazywać pogardę i w oparciu o którą mogą podbudowywać swoje
poczucie własnej wartości i wyższości nawet w sytuacji, gdy czują,
że ich związki reprodukcyjne z kobietami nie dostarczają
oczekiwanego spełnienia lub cena za ich podtrzymywanie jest
destruktywnie wysoka (stres związany z roszczeniami partnerki i
groźba bycia porzuconym na rzecz chwilowo atrakcyjniejszego
kandydata.
Można by się zgodzić, że kobietom należą się jakieś środki służące wzmocnieniu ich pozycji społecznej, jednakże nie musi być zgody na to, aby dokonywało się to poprzez ograniczenie słusznych praw drugiej płci do publicznego demonstrowania nieszkodliwych, a nawet społecznie pożądanych postaw. Jednocześnie trzeba zauważyć, że w trakcie nieuzasadnionej emisji pozornych sygnałów erotycznych przez kobiety eksponujące nagość swoich ciał w miejscach pracy i nauki lub nawet kultu religijnego, mężczyźni otrzymują nadmierną porcję bodźców erotycznych, których jednakże nie mają szans rozładować w należyty sposób. Oczywiście nerwice na tle seksualnym nie stanowią problemu dla kobiet, które je wywołały (empatia nie jest najwidoczniej ich powszechną cechą), czasem jednak prowadzą one do sytuacji nawet dla kobiet mało przyjemnych: mianowicie do molestowania seksualnego lub nawet gwałtu. I tu także kobiety nie muszą zanadto się przejmować: w cywilizowanych krajach Europy i Ameryki Północnej istnieją instytucje prawne chroniące kobiety przed lubieżnymi postępkami mężczyzn i pozwalające na skuteczne ich ściganie. Sprawiedliwość nie jest wszakże pełna, gdy mężczyźni na wyciągnięcie ręki muszą ocierać się w publicznym miejscu już nawet nie o wizerunki, lecz rzeczywiste niemal nagie ciała, które jednak zupełnie nie są dla nich przeznaczone i których nagość nie stanowi zaproszenia do zalotów, albowiem kobiety takim wizerunkiem ich rażące zwykle już od dawna pozostają w jakimś mniej lub bardziej formalnym związku z kimś innym. Stymulowanie erotycznych apetytów bez poczucia odpowiedzialności za tego skutki ma znamiona ni mniej ni więcej, ale molestowania seksualnego ze strony kobiet: pastwienia się nad przygodnymi obserwatorami ich uroków, nad apetytami erotycznymi w nich wzbudzonymi i pozostawionymi bez zaspokojenia. Jeżeli społeczeństwo uczciwie chce rozwiązać lub złagodzić ten problem, to może albo pójść w stronę islamskich restrykcji wobec kobiet (czego jako mąż pełen empatii i szlachetnych intencji nie popieram), albo przyzwolić mężczyznom na pełną dowolność stroju i stylizacji, przez co wybujała atrakcyjność kobiet po prostu wtopi się w tło i spadnie.*
Już słyszę te zastrzeżenia, że przecież płci muszą się jakoś różnić, aby wiadomo było kto jest kto i aby popęd seksualny nie zanikł. Więc odpowiadam:
czy absolutnie
wszystkie relacje międzyludzkie to proces kojarzenia się w pary,
kiedy to znajomość płci osoby, z którą w jakieś interakcje
wstępujemy jest niezbędna? W świetle faktu, że ludzie przypadkowo
spotkani w pracy, miejscu studiów lub kultu religijnego czy na ulicy
zwykle już wcześniej są pokojarzeni w pary – wątpię, aby ich
intencją zawsze i wszędzie było poszukiwanie partnera, zwłaszcza w
dobie Internetu i clubbingu, gdzie dostępny jest ogrom miejsc do
ogłaszania się i pojawiania się w tym celu. Wiedza o płci
przechodnia cenna jest natomiast dla lumpów do napaści się
sposobiących: oni istotnie muszą wiedzieć, czy wystarczy raz uderzyć
„z liścia”, czy solidne trzeba od razu zrobić „bęcki”
bejsbolem lub z „glanowaniem”, żeby z portfelem i
komórką móc odejść i zaraz „browar” kupić;
popęd
reprodukcyjny i erotyczny nigdy nie zaniknie bo jest zbyt głęboko
zainstalowany w genach (z wyjątkiem autentycznych homoseksualistów),
natomiast większa różnorodność typów ludzkich występujących w sferze
publicznej bez obaw o represje pomoże większej liczbie ludzi osiągać
życiową satysfakcję, łatwiej kojarzyć się w związki na podstawie
widocznej, a nie ukrywanej, powierzchowności, zaś społeczeństwo
zasobne w różnorodność postaw i zachowań jest silniejsze na wypadek
nieprzewidywalnych zmian warunków życia oraz zdolniejsze do
innowacji poprawiających jakość życia. Mężczyźni chętni do
fantazyjnej stylizacji zwykle mają sporo wyobraźni i wrażliwości,
zaś dostarczenie społeczeństwu wzorców mężczyzny łagodnego,
eleganckiego i subtelnego z pewnością doprowadzi do zmniejszenia
brutalizacji życia i dostarczenia wielu osobnikom nowych celów
życiowych. W interesie mądrego społeczeństwa jest też nie stwarzanie
niepotrzebnych alienatów, potencjalnych wewnętrznych wrogów mogących
mu zaszkodzić, gdy nadarzy się okazja;
jest wiele
gatunków zwierząt, u których wizualny dymorfizm płciowy nie
istnieje, a one i tak potrafią się połapać, kto jest samiec, a kto
samica, i razem zrobić swoje. I u ludzi istnieją cechy płciowe
dalszego rzędu, jak np. brzmienie głosu, by nie wspomnieć o
biochemii oferującej nam oddziaływanie feromonów. Pomocny jest także
język – dość ważna zdobycz naszego gatunku, zaś ostateczna
weryfikacja płci następuje zawsze po rozebraniu się osób
zainteresowanych. Jeśli już kultura koniecznie ma być zaangażowana w
przekaz informacji płciowej, to przy odrobinie dobrej woli można to
osiągnąć w sposób nieszkodliwy, tj. nieróżnicujący jakość życia osób
przynależnych do obu płci i niewymuszający na nich zachowań wbrew
własnej osobowości. Może do tego służyć np. zupełnie nieszkodliwy
emblemat ♂ lub ♀** zawieszony na odzieży lub na niej
wyszyty. Jeśli ostentacja płciowa jest tak doniosła społecznie, że w
kontakcie z człowiekiem od razu trzeba wiedzieć, w jaki sposób on
może uczestniczyć w seksie, to mogę się zgodzić nawet na
ustanowienie sankcji karnej za niedopełnienie obowiązku noszenia
emblematu. Jednak myślę, że naprawdę cywilizowane społeczeństwo
powinno uznać płeć i sposób jej realizacji za prywatną sprawę
jednostki (podobnie jak to jest z poglądami politycznymi i
światopoglądem) i nie różnicować niczyich przywilejów i zobowiązań
prawnych lub obyczajowych w zależności od tej wrodzonej cechy nie
będącej przecież niczyją zasługą ani winą, więc nie mogącą być
podstawą ani do ponoszenia szczególnych uciążliwości, ani do
otrzymywania przywilejów (np. służba wojskowa dla mężczyzn to
obywatelski skandal, właściwie antyobywatelski – z
wolnej ojczyzny korzystają także kobiety! Niech też się męczą w
koszarach i wykonują stresujące rozkazy w niekoniecznie takim
towarzystwie, jakiego by sobie życzyły!).
Naczelny Anftyfacet Rp
---------------------------------
*Proszę nie interpretować niniejszego fragmentu jako usprawiedliwienia gwałtu, który w każdych okolicznościach pozostaje przestępstwem. Nie można jednakże ignorować części obiektywnych przyczyn tego zjawiska, którą stanowi nieuzasadniona ekspozycja żeńskiej nagości i dodatkowe wzmocnienie jej wymowy przez tabuistyczny zakaz prezentowania podobnego wyglądu przez mężczyzn i osoby męsko-organowe. Nie twierdzę także bynajmniej, jakoby społeczeństwa islamskie były wolne od zjawiska gwałtu: jest wprost przeciwnie, i pomimo nakazu zakrywania ciała przez kobiety istnieje w islamskim obyczaju silna zachęta do przemocy seksualnej wobec kobiet, a stanowi ją obniżona wartość procesowa zeznań kobiet wobec zeznań mężczyzn, wskutek czego każdy męski agresor seksualny działający stosunkowo dyskretnie może przenosić winę na ofiarę twierdząc, że został sprowokowany. Nakaz zakrywania żeńskiego ciała w sferze publicznej ma jednak za zadanie ograniczenie jego seksualnej atrakcyjności, jednak dokonywane to jest z pozycji ochrony niejako „właścicielskich” praw nad kobietą sprawowanych przez jej męża bądź męskich członków klanu, i służy sprawowaniu wobec kobiety absolutnej kontroli nad jej życiem erotycznym.
** W razie braku znaczków w Państwa komputerze wyjaśniam, że chodzi o używane w biologii znaczki “samiec” i “samica”.
![]()
![]()